Medycyna pola walki w zdarzeniach drogowych – tamowanie krwotoków (staza taktyczna, hemostatyk, uszczelnienie odmy)

Nr 2026/02/02

Od redakcji: Prezentujemy Państwu wywiad stanowiący skrót podstawowych informacji, jakie były prezentowane uczestnikom badania naukowego, stanowiącego jednocześnie szkolenie z zakresu obronności w środowisku akademickim na Politechnice Koszalińskiej, a konkretnie części pierwszej dotyczącej ratowania życia. Mamy nadzieję, że będzie to impuls do zainteresowania się zagadnieniem, a także do uzupełnienia samochodowych apteczek.

Ponieważ zawarte w artykule informacje oparte na przywołanym skrypcie [WCKM, Skrypt…,2025 r.] mają formę popularnonaukową, opis nie może być traktowany jako procedura TCCC, gdyż przedstawia wybrane elementy medycyny pola walki wyrwane z pełnego kontekstu protokołu. W takiej formie nie oddaje logiki sekwencji MARCHE, nie opisuje warunków sytuacyjnych, nie wskazuje zależności między czynnościami, a niektóre fragmenty mogą być nieprecyzyjne lub nie mieć sensu jako instrukcja działania na polu walki i nie powinny być tak traktowane.

Nasi rozmówcy, prowadzący kurs:

Paweł Rosiak – st. sierż. rez., mgr, doktorant Szkoły Doktorskiej Politechniki Koszalińskiej,

Daniel Hajdas – ppor. rez., mgr, doktorant Szkoły Doktorskiej Politechniki Koszalińskiej,

Tomasz Matusewicz – st. kpr. rez.,

są członkami zespołu Edukacja Obronna skupiającego więcej osób, ale przy odpowiedziach na pytania będą oznaczani jako EO.


Red.:

Mają Panowie bogate doświadczenie wojskowe, służyliście w wielu niebezpiecznych miejscach na świecie. Czym medycyna pola walki różni się od klasycznej ratunkowej oraz w jaki sposób może być przydatna w ratowaniu ofiar zdarzeń drogowych?

EO:

Oprócz naszej trójki pracujemy w szerszym zespole. Służyliśmy w regionach takich jak Irak, Afganistan, a niektórzy z naszego zespołu również w innych zakątkach świata. Nam też zdarzało się ratować życie, choć co naturalne, nie wszystkiego rodzaju obrażenia opatrywaliśmy, bo jest ich mnóstwo typów. Paradoksalnie w warunkach cywilnych w kraju udzielaliśmy wielokrotnie częściej pomocy medycznej niż w krajach wysokiego ryzyka. Żołnierze i jednostki sił specjalnych regularnie ćwiczą udzielanie pomocy, ponieważ w warunkach stresu pola walki konieczne jest wypracowanie odruchów i nawyków. Udzielanie pomocy musi odbywać się w sposób niejako zautomatyzowany, tak jak przełączanie biegów w samochodzie z manualną skrzynią, co dzieje się bez myślenia o tym.

Inna taktyka postępowania

Red.:

Czym się różni taktyka postępowania na wojnie od warunków cywilnych?

EO:

Podczas ratowania ludzi w warunkach cywilnych, gdy nie da się pomóc wszystkim na raz, na wstępie dokonuje się selekcji i najpierw rozpoczyna pomoc najbardziej rannym, ponieważ istnieje perspektywa, że liczba ratowników i lekarzy w późniejszym czasie wzrośnie. W warunkach wojennych najczęściej jest to niemożliwe, gdyż dysponujemy stałą znaną liczbą wojskowych służb ratunkowych. Z tego powodu, przy niedostatku ratowników, decyzje o podejmowanych czynnościach medycznych zależą od sytuacji taktycznej. Nadawanie priorytetów ratowniczych w warunkach bezpośredniego zagrożenia jest zależne od dynamicznie zmieniających się warunków w trakcie działań na polu walki oraz dostępnych zasobów. Często zaczyna się pomoc od najlżej rannych, którzy mają największe szanse przeżycia, aby po pierwsze odciążyć system zarządzania podczas segregacji (triażu), po drugie, w sytuacjach szczególnych (jeżeli stan poszkodowanego na to pozwala) mogli oni pomóc w ratowaniu pozostałych oraz ewakuacji, a po trzecie w razie konieczności mogli wrócić do walki, aby zabezpieczyć działania medyków. Wówczas zmniejszamy liczbę żołnierzy stanowiących niejako „obciążenie” dla całej grupy. Także metody udzielania pomocy na polu walki są bardziej „drastyczne…”.

Red.: Czy to oznacza dodatkowo, że ratujemy jak tylko się da i tym co mamy pod ręką?

EO:

W pewnym sensie tak, choć jest jedna zasada. Każdy żołnierz jest wyposażony w indywidualny pakiet medyczny (IPMED), który jest przeznaczony przede wszystkim dla niego samego. Przystępując do czynności medycznych korzystamy najpierw z pakietu żołnierza, którego ratujemy, a nie ze swojego własnego. Po wyczerpaniu określonego rodzaju opatrunku możemy dodatkowo korzystać z elementów otoczenia – przykład podamy później. Metody wykorzystywania elementów otoczenia są szczególnie przydatne w zdarzeniach drogowych, bo popularne apteczki samochodowe sprzedawane komercyjnie nie zawierają wszystkiego co niezbędne, a niektóre z zawartości są tak słabej jakości, że ich skuteczne zastosowanie jest niekiedy niemożliwe.

Czy nasze marketowe apteczki samochodowe są wystarczające

Red.:

Czyli to co wozimy w samochodach jest bardziej uspokojeniem naszego sumienia niż faktycznie skutecznym zabezpieczeniem?

EO:

Przeciętna osoba nie ma sobie niczego do zarzucenia, bo taką zawartość nabyła w dobrej wierze, natomiast nie mam wiedzy czy producenci decydujący o wyposażeniu takich popularnych apteczek samochodowych mają świadomość ich wad. Oczywiście apteczki są lepsze i gorsze, więc gdy zdobędziemy odpowiednią wiedzę, to możemy tę swoją uzupełnić, do czego zachęcamy. Najważniejszy jest brak w nich właściwych środków do tamowania krwotoków kończyn (staza taktyczna) oraz do tamowania krwotoków tętniczych ran głębokich (opatrunku hemostatycznego). Na polu walki krwotoki są główną przyczyną zgonów, bo aż w 60% (aktualny wskaźnik po analizie współczesnych konfliktów) [Sztajnkryce, Roy, ITLS…, 2025].

Krwotoki tętnicze – mamy tylko ok. 2-3 minuty – pogotowie nie zdąży

Red.:

W sytuacji zdarzeń drogowych nierzadko dochodzi do otwartych złamań nóg, skutkujących masywnym krwotokiem, zaś z opinii sekcyjnej wynika, że była to wyłączna przyczyna zgonu. Czy, przy tak obfitym krwawieniu istnieje możliwość uratowania życia pokrzywdzonego?

EO:

W przypadku poważnych złamań otwartych nóg często dochodzi do krwawienia tętniczego, które jest tak intensywne, że przeżyć można do ok. 2-3 minut od wystąpienia krwotoku. Podobnie jest z obrażeniami naczyń tętniczych kończyn górnych. W tak krótkim czasie zazwyczaj nie zdąży przyjechać pogotowie ratunkowe jak i np. ochotnicza straż pożarna, bądź policja, czyli profesjonaliści lub osoby mające ponadprzeciętną wiedzę dotyczącą udzielania pierwszej pomocy medycznej. Można domniemywać, że gdyby na miejscu była osoba posiadająca stazę taktyczną lub umiejąca ją zaimprowizować, oraz poprawnie założyć, to pomoc okazałaby się skuteczna.

Staza taktyczna i jej substytuty

EO:

Staza taktyczna to dająca się zablokować opaska o odpowiedniej szerokości mająca tzw. krępulec i blokadę krępulca, którą zakłada się na uszkodzonej kończynie zawsze powyżej rany, lub urazowej amputacji kończyny. W przypadku gdy nie ma wątpliwości co do miejsca krwawienia stazę zakłada się 5-7 cm powyżej rany i bardzo mocno zaciska, o czym powiem dalej, natomiast gdy ranę trudno zlokalizować, to stazę zakładamy jak najwyżej na zranionej kończynie, aby odciąć przepływ tętniczy krwi. Zawsze należy zapisać godzinę i minutę założenia stazy na białym pasku znajdującym się na stazie z napisem TIME i na czole lub policzku – w formacie 24-godzinnym, tam, gdzie jest to łatwe do dostrzeżenia, a jednocześnie nie narażone na zmycie, np. krwią), ponieważ powyżej dwóch godzin odcięcia krążenia noga lub ręka poniżej założenia stazy jest najczęściej nie do uratowania i podlega amputacji. Na wojnie ma to kluczowe znaczenie, bo pomoc szpitalna niekiedy nie następuje szybko, natomiast w warunkach wypadku drogowego i niezwłocznego powiadomienia służb ryzyko opóźnienia profesjonalnej pomocy jest dużo mniejsze. Niemniej jednak dwie godziny to wcale nie jest dużo, a biorąc pod uwagę zatory drogowe i inne nieprzewidywalne sytuacje, np. awaria karetki, godzinę i minutę założenia stazy należy bezwzględnie zapisać – w formacie 24-godzinnym. Niech to będzie nawyk, bez względu na okoliczności i miejsce.

Profesjonalna staza taktyczna ma blokadę krępulca, więc zakładamy ją zawsze klipsem blokującym w kierunku na zewnątrz od osi pionowej ciała, co ułatwi założenie i zablokowanie samej stazy, nawet jedną ręką, a więc i przez samego rannego, bo tak też jest skonstruowana blokada. Ponadto zakładając stazę klipsem na zewnątrz zmniejszamy możliwość zahaczenia wystającym krępulcem i poluzowanie stazy np. w trakcie ewakuacji. Należy podkreślić, że stazę taktyczną zaciskamy krępulcem bardzo mocno, co jest niezwykle bolesne dla ratowanego. Często boli bardziej niż samo zranienie. Ranny może krzyczeć z bólu, szarpać się, a nawet nas atakować, ponieważ będzie myślał, że robimy to nieprawidłowo i za mocno. Wówczas należy rannemu tłumaczyć, że jesteśmy pewni, iż tak to właśnie boli, bo trenowaliśmy na sobie, co pomoże go uspokoić. W warunkach bojowych, w określonych sytuacjach możemy podać morfinę, w którą jesteśmy wyposażeni, ale w realiach cywilnych niestety nie jest to możliwe. Trzeba jednak pamiętać, że w warunkach cywilnych niedługo przyjedzie pogotowie i zaaplikuje rannemu silny środek przeciwbólowy. Warto, aby każdy z nas przećwiczył zakładanie stazy na sobie. Niektóre poradniki podają informację, że stazę zaciskamy krępulcem aż do ustąpienia krwawienia, ale taka obserwacja może być nieskuteczna. Gdy ubranie i miejsce usytuowania rannego są całe poplamione krwią, sama rana przysłonięta odzieżą, a dodatkowo krew wsiąka w podłoże i tę odzież, to trudno jest rozpoznać ustanie krwawienia. Może to prowadzić do uznania, że krwawienie ustało i nie zaciśnięcia właściwie stazy. Lepiej jest ją zacisnąć bardzo mocno tak aby było to na 100% skuteczne.

Red.:

A co robić, gdy rana dalej krwawi?

EO:

W takiej sytuacji należy opisać kilka wariantów według protokołu TCCC [WCKM, Skrypt…, 2025 r.]. W amputacjach nie stosujemy konwersji stazy na opatrunek hemostatyczny, można wykonać jedynie repozycję, czyli zmianę położenia stazy z jak najwyżej założonej na ubranie, w miejsce 5-7 cm na ciało bezpośrednio, w sytuacji kiedy nie mogliśmy swobodnie z wielu różnych przyczyn zlokalizować prawidłowo miejsca założenia stazy 5-7 cm nad amputacją w początkowym czasie po udzielaniu pomocy. Ewentualnie jak sytuacja na to pozwala i nie możemy kontrolować krwawienia to dokładamy 2 stazę. Jednak zawsze dążymy najpierw do repozycji i uratowania jak największej części kończyny, potem dokładamy ale tej pierwszej nie zdejmujemy. Przy repozycji tylko ją poluźniamy, a gdy w sytuacji zmiany na drugą poniżej nie będziemy w stanie kontrolować krwawienia wtedy zaciskamy tę która jest na samej górze. Inaczej to wygląda gdy jest tylko rana, bez amputacji urazowej. W takiej sytuacji można zrobić repozycję, a następnie konwersję jeżeli staza została w pierwszej fazie założona jak najwyżej. Natomiast jak zlokalizowaliśmy krwawienie i staza została założona nad raną to możemy, w chwili kiedy pozwala nam na to czas i możliwości, dokonać konwersji. Opis znajduje się w zacytowanym skrypcie. Nie usuwamy jednak stazy tylko poluźniamy i zostaje na kończynie, a w razie jak opatrunek hemostatyczny nie zadziała, to skręcamy stazę ponownie aby zatrzymać krwawienie i dokonać kolejnej konwersji (ratujemy jak najwięcej kończyny lub całą). Jeżeli nie jesteśmy w stanie krwawienia kontrolować nie robimy repozycji i zaciskamy stazę czekając na służby medyczne.

Naczynia tętnicze są bardzo głęboko, więc naprawdę ścisk musi być bardzo mocny, aby zamknąć ich światło. I jeszcze bardzo ważna rzecz, stazy nigdy nie zakładamy na staw, czyli nie na kolano i nie na łokieć, bo w ogóle nie zadziała. Naczynia tętnicze są przy stawach tak ukryte, że staw całkowicie blokuje ich ucisk.

Red: A jak zaimprowizować stazę?

EO:

Możemy ją zaimprowizować z tego co mamy w apteczce, skrzyni z narzędziami, lub nawet w okolicy zdarzenia. Opaskę stazy można wykonać z odpowiednio złożonej chusty trójkątnej, a nawet grubej linki holowniczej, np. płaskiej taśmowej (materiał elastyczny nie sprawdzi się), krępulcem może być, klucz do kół lub kawałek ułamanej gałęzi (nie może to być element zbyt cienki, bo nie zadziała), natomiast za blokadę krępulca może posłużyć trytytka, sznurek lub ostatecznie możemy go trzymać własną ręką. Są dwie metody wiązania chusty i zakładania krępulca. Krępulec przykładamy do kończyny, zaś obok w odległości połowy długości krępulca wkładamy trytytkę lub sznurek i obwiązujemy chustą zawiązując podwójnie całość, czyli na zwykły supeł. Wówczas każdy obrót krępulca będzie bardzo mocno skracał oplot więc zaciskał naszą prowizoryczną stazę. Można też, po analogicznym włożeniu pod chustę trytytki lub sznurka, najpierw zawiązać pojedynczo na kończynie chustę, w miejscu pojedynczego zawiązania położyć krępulec, i ponownie zawiązać, tym razem podwójnie, czyli na supeł. Sznurek lub trytytkę, jak wspomniano, najlepiej włożyć na początku, bo po zawiązaniu stazy może to być trudne, bo samo zawiązanie stazy lub zaciągnięcie stazy profesjonalnej powinno być na tyle silne, aby nie dało się pod nią swobodnie włożyć palca. I to wszystko oczywiście dokręcamy krępulcem, więc łatwo sobie wyobrazić jaka to powinna być siła.

Natomiast na improwizowaną opaskę stazy nie nadaje się zwykły sznurek, bo jest za cienki. Będzie on wbijał się w ciało, w skrajnych sytuacjach może prowadzić do przecięcia tkanki, a tamowanie krwotoku będzie znikome.

Na ryc. 1 zamieszczono stazę taktyczną i schemat jej zakładania, a na ryc. 2 stazę improwizowaną.

[WCKM, Skrypt…,2025 r.]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

[Edukacja Obronna]

Ryc. 1. Staza taktyczna – budowa, opis godziny założenia i sposób zakładania

[https://www.offgridweb.com/survival/triangular-bandage-more-than-a-dozen-uses/]

Ryc. 2. Staza improwizowana

Krwotoki z ran kłutych – opatrunki hemostatyczne

Red.:

A jak tamować krwotoki z ran kłutych, bo zdarza się, że w wypadkach do kabiny pojazdu wnikają elementy infrastruktury drogowej lub np. pręty przewożone w przyczepie, na którą najechał nasz ranny?

EO:

Wówczas stosuje się metodę „pakowania rany”. Ten sposób można zastosować także na kończynach (pachwinach i pachach tam gdzie nie można zastosować stazy taktycznej, lub jako konwersja stazy kiedy jest to możliwe (konwersja czyli wymiana stazy na opatrunek hemostatyczny w celu ratowania kończyny jeżeli nie doszło do amputacji) [WCKM, Skrypt…,2025 r.], gdy nie dysponujemy stazą taktyczną i nie jesteśmy jej w stanie zaimprowizować. Sposób postępowania jest także „drastyczny” i bardzo bolesny dla rannego. O ile to możliwe, warto zapewnić sobie pomoc drugiej osoby, która będzie trzymała rannego, aby nie zrobił nam krzywdy. Pakowania ran dokonuje się np. aplikatorem Xstat „pastylek” hemostatyku podobnym do strzykawki, jednak powstaje problem gdy mamy jedynie opatrunek hemostatyczny w postaci gazy. W praktyce jeśli jest to naczynie tętnicze to krew sika na boki i w górę, więc palcem włożonym do rany trzeba wyczuć tak ucisk aby krew przydławić. Gdy nie ma drugiej osoby do pomocy, to nie wyciągając palca z rany, opatrunek hemostatyczny otwieramy drugą ręką przy pomocy wolnego palca wskazującego i kciuka. Wygląda on jak bandaż, zwinięty lub złożony w kostkę i zawiera koagulant powodujący krzepnięcie krwi. Następnie owijamy kilkukrotnie na palcu wskazującym ręki której palec środkowy trzymamy w ranie tworząc kłębek (powerball – nazwa potoczna w środowisku medycznym), który szybkim ruchem wciskamy mocno w dno rany, po czym szybko wkładamy ponownie palec środkowy w ranę, dociskając włożony kłębek hemostatyka. Czynność tę powtarzamy tak długo, aż wypełnimy ranę do samego brzegu, po czym dodatkowo robimy dwa kłębki na wierzch, tak aby wystawały znacznie ponad ranę. Gdyby skończył nam się opatrunek hemostatyczny, to koniec poprzedniego pozostawiamy luźno poza raną, aby chirurg wiedział, ile opatrunków musi wyjąć i miał za co chwycić. Nie mamy bowiem pewności, że nasz opatrunek ma specjalne pasma nici widoczne w trakcie prześwietlenia, aby zapobiec pozostawieniu go w ciele. Przy większych ranach pakujemy ranę kolejnym opatrunkiem hemostatycznym, także pozostawiając jego koniec na zewnątrz. Po zakończeniu całość mocno uciskamy brzegiem dłoni i trzymamy co najmniej 3 minuty, aż hemostatyk aktywuje miejscową hemostazę i umożliwi szybkie powstanie skrzepliny zaklei krwawienie. Jeśli nie mamy hemostatyka, to możemy użyć zwykłego bandaża lub gazy jałowej, ale wówczas musimy go uciskać co najmniej 5 minut, aby umożliwić powstanie skrzepliny aż krew skrzepnie samoistnie. Dopiero po tym możemy założyć opatrunek indywidualny (podobny do bandaża) pamiętając, że nie jest on stazą taktyczną więc nie zaciskamy go mocno. Najlepszy do tego celu jest opatrunek typu izraelskiego, który ma specjalną dźwignię dociskającą miejscowo ranę i odpowiednio długą taśmę elastyczną z małymi rzepami na całej jej długości, która stabilizuje i zapobiega jej rozwinięciu w sytuacji np. wypadnięcia opatrunku z ręki w trakcie jego aplikowania, pozostając lekko napiętym na obwodzie kończyny.

Odma płucna

Red.:

Brzmi to wszystko bardzo drastycznie, ale ratuje życie. Jakie jeszcze obrażenia mogą wystąpić w zdarzeniach drogowych, którym może zaradzić medycyna pola walki?

EO:

Może dojść do odmy, na skutek przebicia powłok klatki piersiowej. Wówczas istnieje możliwość zapadnięcia się płuca i poszkodowany się dusi. W niektórych zestawach ratunkowych są specjalne opatrunki (wentylowe i okluzyjne). Przez opatrunki wentylowe rozumiemy takie, które przepuszczają powietrze w jednym kierunku, natomiast okluzyjne są nieprzepuszczalne. Jako pierwsze do stosowania rekomenduje się opatrunki zastawkowe, zaprezentowane na ryc. 3 [WCKM, Skrypt…, 2025 r.].

Ryc. 3. Przykłady opatrunków wentylowych [WCKM, Skrypt…, 2025 r.]

Oczyszczamy okolice rany, np. przy pomocy gazy, a następnie po odklejeniu podkładu przyklejamy opatrunek plastrem do skóry rannego, tak aby zawór znalazł się bezpośrednio nad raną. Opatrunek przyklejamy w trakcie wydechu. Okresowo kontrolujemy działanie opatrunku. Opatrunek taki możemy również zaimprowizować poprzez użycie folii, którą przyklejamy taśmą klejącą na brzegach, przy jednoczesnym pozostawieniu z czterech stron niezaklejonego zewnętrznego brzegu opatrunku, z marginesem od rany wynoszącym co najmniej 5 cm [WCKM, Skrypt…, 2025 r.].

W sytuacji braku odmy można użyć opatrunku okluzyjnego (szczelnego), który można zaimprowizować analogicznie jak powyżej, tylko nie pozostawiając niezaklejonych miejsc. Wówczas musimy kontrolować czy ranny nie zaczyna się dusić (objawy odmy prężnej), a gdy to nastąpi, to odklejamy brzeg opatrunku (rozszczelniamy go), po czym po chwili ponownie przyklejamy [WCKM, Skrypt…, 2025 r.].

Jako ciekawostkę mogę dodać, że gdy my się szkoliliśmy, to na niektórych zajęciach samodzielnie musieliśmy założyć sobie rurkę nosowo-gardłową, więc naprawdę bywało drastycznie i nie wymagało to bycia na polu walki.

Na zakończenie dodam, że ratujemy życie w warunkach dalekich od szpitalnych. Ranny najczęściej leży na ziemi, my klęczymy obok. Opatrunek może nam wypaść, ubrudzić się piachem, błotem, czymkolwiek. Jeżeli nie mamy pod ręką nowego, lub jego pozyskanie trwałoby zbyt długo, to stosujemy ten zabłocony, ubrudzony itp. Tak robi się na polu walki, gdy pomoc szpitalna może być odległa w czasie, więc tym bardziej powinno się robić w warunkach „cywilnych”. Z ewentualnym zakażeniem będą zmagać się lekarze, a naszym zadaniem jest utrzymać potrzebującego przy życiu do czasu przyjazdu profesjonalnych służb.

Dostępność szkoleń

Red.:

Czy taki kurs jest dostępny dla każdego?

EO:

Obecnie realizujemy naukowy program pilotażowy w zakresie szkolenia osób cywilnych, bo dotychczas szkoliliśmy żołnierzy i oczywiście sami się szkoliliśmy u lepszych od nas, ale wszystko opierało się o formy wojskowe. Projekt www.edukacjaobronna.com (FB – https://www.facebook.com/profile.php?id=61584726850423 lub https://www.facebook.com/people/Edukacja-Obronna/61584803378202/) ma na celu dobranie optymalnej formy zajęć i póki co realizujemy go pro bono. Musimy zbadać skuteczność naszych szkoleń, i dostosować je do profilu nowego, cywilnego odbiorcy. Organizujemy także cywilne szkolenia odpłatnie, ale mają one bardziej rozbudowaną formę i dotyczą innych specjalizacji.

Red.:

Bardzo dziękuję za niezwykle cenną rozmowę i życzę sukcesów naukowych, sprawnej realizacji rozprawy doktorskiej, a także pomyślności w życiu osobistym.

EO:

Dziękujemy.

Literatura

  1. Trajdos, M. (2025). Skrypt. Combat Lifesaver Course. Wojskowe Centrum Kształcenia Medycznego, Łódź.
  2. Sztajnkryce, M. D., Roy E. (2025). ITLS Sytuacje dużego zagrożenia w środowisku taktycznym i cywilnym. Medycyna Praktyczna 2025.